32 220 35 21 biuro@omegasoft.pl


Znakomite w swoich działaniach laboratorium AV-Test oraz AV-Comaratives po raz kolejny przygotowały dla użytkowników komputerów oraz sieci test mający wykazać, które zabezpieczenia oraz nowe rozwiązania proponowane przez speców od cyber-zabezpieczeń są najlepsze oraz w które warto inwestować,  a które omijać. Tym razem pod lupę zostały wzięte antywirusy związane z Windowsem 10. Podobne badania przeprowadziło angielskie laboratorium tego samego typu – MRG Effitas, publikując nie co innego, jak tylko „360 Degree Assessment&Certification”. Tutaj wszystkie przedstawione wyniki badań nie wyglądają już tak różowo. Testy zaś przeprowadzano na wirtualnej maszynie, posiadającej zainstalowany system Windows 10×64.

Jakie kryteria brano pod uwagę

W teście nie przewidywano żadnych zaawansowanych działań – miało to być ot, symulacja zwykłego, korzystającego na co dzień z komputera użytkownika, nie posiadającego również zbyt rozbudowanej wiedzy na temat swojego komputera czy bezpiecznego korzystania z sieci. W tym teście żaden z szesnastu branych pod uwagę pakietów nie zdobył całkowitego certyfikatu na pierwszym poziomie. Aby taki poziom osiągnąć, program musiał być przygotowany do bezproblemowego oraz jednocześnie nienagannego działania w przypadku konieczności podjęcia walki ze szkodliwym oprogramowaniem, musiał również zablokować zagrożenia tuż po pojawieniu się, zanim dojdzie do zainfekowania całego systemu.

Żaden z antywirusów nie doszedł również do kolejnego poziomu, w którym przyznawano certyfikaty za zneutralizowanie zagrożenia po upływie dwunastu godzin oraz ponownym uruchomieniu systemu operacyjnego. Neutralizacji miały ulec również te zagrożenia, które już zaczęły siać spustoszenie w systemie ofiary. Na komputerze miało nie pozostać nawet śladu po infekcji.

Które programy przeszły testy?

Wśród programów, które pomyślnie przeszły przez wszystkie próby, zyskując tym samym certyfikat L2, były Kaspersky Internet Security, Symantec Norton Security, SurfRight HitmanPro, Webrtoot SecureAnywhere Internet Security Plus oraz Zemana Anti-Malware. Inne, brane pod uwagę w teście programy nie poradziły sobie z wykryciem zagrożenia nawet po upływie doby od ich uruchomienia.

Próbki wykorzystane do testów

W testach wykorzystano ze zhakowanych stron internetowych i to właśnie źródło stanowiło połowę wszystkich materiałów badawczych; miały one za zadanie rozprzestrzeniać malware. Innym typem materiałów badawczych były nieprawdziwe strony z pornografią, których zadaniem miało być infekowanie wszystkich odwiedzających. Pozostałą część, a więc aż czterdzieści procent, stanowiły adresy URL skompletowane z honeypotów.